22-23 czerwca 2007 odbył się trzeci Długodystansowy Ekstremalny Bieg Inauguracja Lata organizowany przez gdański Klub Wodny Żabi Kruk. Impreza ma miejsce na rzece Raduni. Uczestnicy mieli 24 godziny na pokonanie 100 km szlaku Raduni i Motławy i dotarcie do siedziby klubu.
W tym roku D.E.B.I.L.em w barwach ekajaki.pl, oraz reprezentując Międzyuczelniany Klub Kajakowy Zielony Miś, popłynął Paweł w kajaku Prijon Cruiser.
Start – Stężyca, godzina 22.00. Na starcie 13 osób, wszyscy w jednoosobowych kajakach. Większość w poliestrowych płaskodennych „jedynkach”, kilka osób ma własne łódki polietylenowe. Ładna pogoda, brak wiatru, spokojna tafla jeziora. Na początek do pokonania 30 km pętli jezior raduńskich. Płynie się lekko, ciepły, delikatny wiaterek dodaje otuchy. Z godziny na godzinę robi się coraz ciemniej. Bezchmurne niebo oraz księżyc w pełni gwarantują, że noc będzie jasna. Na brzegach jezior widać oświetlone wsie, ciężko jednak w mroku znaleźć wypływy z kolejnych jezior. Krótki przesmyk pomiędzy j. Raduńskim Dolnym a j. Kłodno a na nim pierwsza przenoska w Chmielonku. Za kilkanaście godzin pojawią się tu kajakarze z Żabiego Kruka ćwiczyć w odwoju, teraz samemu trzeba uporać się z przeszkodą.
Żeby nie zgubić się na jeziorach, dobrze jest płynąć za kimś, kto zna dobrze cały szlak. Metoda okazuje się dobra i po niecałych dwóch godzinach jestem w Ostrzycach. Krótka przenoska nad zastawką i jestem już na rzece. Jest godzina 3.15. Robi się jasno, więc można bez ryzyka płynąć samemu. Szacuję, że do Jaru Raduni wpłynę przed 6 rano.
Szybki nurt ułatwia płynięcie. Wraz ze wznoszącym się słońcem, podnosi się delikatna poranna mgła. Robi się chłodno, trzeba się cieplej ubrać.
Szybciej niż myślałem, dopływam do Jaru. Jest godzina 5.30, wzmożony wysiłek sprawia, że robi się cieplej i nie doskwiera poranny chłód. Większość przeszkód udaje się przeskoczyć moim polietylenowym kajakiem. Po 4 godzinach dopływam do Rutek. Tu znajduje się pierwsza poważna przenoska, oraz punkt, w którym należy zameldować organizatorowi swoje dopłynięcie. Przede mną były tu tylko trzy osady. Kilka kilometrów dalej, w Żukowie jest miejsce, w którym można wycofać się z D.E.B.I.L.a. Nawet o tym ni myślę, moim celem jest Gdańsk i przystań Żabiego Kruka.
Kolejna przenoska, w Kolbudach odbywa się w deszczu. Po mokrej trawie naprawdę ciężko jest sprowadzić kajak. Potem odbijamy na kanał Raduni, gdyż stare koryto jest teraz niespławne z powodu niskiej wody. Na szczęści pojawia się słońce. Przede mną najcięższa przenoska w całym Biegu. Kajak trzeba przenieść prawie dwa kilometry z zalewu na właściwe koryto Raduni, bowiem cała woda idzie pod ziemią, pomiędzy zamkiem wodnymz a elektrownią. Strome stoki, wcale nie ułatwiają zadania. W końcu po godzinie z powrotem siedzę w kajaku na wodzie. Kolejny punkt kontrolny i pytanie organizatora czy chcę się wycofać – moja odpowiedź jest oczywista: nie.
Na rzec praktycznie nie ma nurtu, bowiem kolejne elektrownie zatrzymują wodę. Parę minut po 18 dopływam do Pruszcza Gdańskiego. Tu należy przenieść się w odpowiednim miejscu na kanał, by następni dopłynąć do Motławy, a z jej nurtem do Gdańska. Powoli kończą się siły, wiosłowanie idzie coraz ciężej, jednak czuję, że jestem już u mety D.E.B.I.L.a, więc nie mogę zrezygnować. Gdy dopływam do Motławy, nie patrzę już na mapę ani na zegarek, właściwy kierunek wskazuje mi ledwie wyczuwany nurt. Zależy mi tyko na tym, by dopłynąć do mety. I rzeczywiście, chwilę potem mijam pierwsze zabudowania gdańska. Przepływam przez majestatyczną śluzę i już widzę przystań Żabiego Kruka. Z brzegu wypatrują już mnie organizatorzy, tłum ludzi zbiega się na nabrzeże. Witany jestem oklaskami i okrzykami: „Patrzcie, DEBIL płynie!”, „Kolejny DEBIL dopłynął!”.
Tak więc jestem, z czwartym czasem: 21 godzin 45 minut. Czekamy na pozostałych uczestników Biegu. Okazuje się że dwie osoby się wycofały, kolejne dwie są tak daleko, że z pewnością nie zmieszczą się w regulaminowych 24 godzinach. Potem oficjalne wręczenie dyplomów, poczęstunek, ognisko. Dziewczyny puszczają na wodę wianki – w końcu to Noc Świętojańska.
Tegoroczny bieg ukończyło 9 osób. Razem z laureatami poprzednich D.E.B.I.L.ów jestem jedną z 13 osób na świecie, które tego dokonały: „sprawdziły granice zdrowego rozsądku i myślenia, praktycznie potwierdziły własne ego, chore ambicje, pewność siebie i brak wyobraźni”, przepłynęły 100 km. Raduni poniżej 24 godzin.



