Wydawało by się, że już spłynęliśmy cały szlak Słupi, a jednak jeden jej fragment nie dawał mi spokoju od bardzo dawna. Stare koryto, którym rzeka płynęła do 1914 roku, kiedy to rozpoczęto budowę kompleksu elektrowni na Słupi, w wielu opowieściach jawiło się jako całkowicie niespławne. Chodziły nawet słuchy, że przeradza się ono w bagna i znika gdzieś w lasach. Nie byłym sobą, gdybym osobiście nie zweryfikował tych wszystkich opowieści.
Są wakacje, wolny czas łatwiej jest wygospodarować. Wraz z Markiem W. Stępniem – „Ślimakiem”, umówiliśmy się, że razem pokonamy Starą Słupię. Spotkaliśmy się w Bytowie 13 lipca, by szczegółowo omówić plan wyprawy i następnego dnia, z samego rana ruszyliśmy na wodę.
Zaraz za jazem na zalewie Bytowy, rzeka wydaje się być szeroka i spławna. Jednak już pierwszy zakręt ujawnia, co będzie nas czekało przez najbliższe półtora kilometra. Długie płycizny zmusiły nas do częstego wysiadania z kajaków i brodzenia w wodzie.
Na szczęście dno jest stabilne, piaszczyste, więc nie sprawiało nam to dużych problemów. Chwile, gdy grunt uciekał nam spod nóg, wykorzystywaliśmy, by choć przez chwilę powiosłować.
Po ponad godzinnej przeprawie do mostu w Grabówku, zrobiliśmy sobie krótką przerwę i ruszyliśmy dalej. Teraz rzeka wiła się wśród łąk. Jej powolny nurt sprawił, że koryto zarosło trzcinami i musieliśmy przedzierać się przez gąszcz. Nieraz było ciężko zlokalizować właściwy kierunek i zdarzało nam się wpłynąć w brzeg, gdy rzeka niespodziewanie skręcała.
Nie myśleliśmy jednak ani przez chwilę, by wyciągnąć kajaki na brzeg i pokonać ten uciążliwy kawałek lądem. Przecież celem naszej wyprawy było spłynięcie Starej Słupi.
Na szczęście za Krosnowem, czyli po około kilometrze przedzierania się przez trzciny, rzeka wpłynęła w piękny i dziki las liściasty, Rozlała się i znacznie pogłębiła. Pojawiły się też pierwsze zwałki, które pokonywaliśmy wzajemnie sobie pomagając.
Słupię od tego miejsca rzeczywiście można nazwać Starą. Powalone drzewa, całkowicie porośnięte mchem, leżące w korycie głazy, niedostępne leśne polany budują niepowtarzalny klimat tego odcinka.
Widzimy, że niegdyś płynęła tędy głęboka i bystra rzeka. Stare koryto jest wyraźnie zarysowane, jednak linia brzegowa, z powodu upływu czasu została silnie rozmyta. Pozostałe w dnie liczne kamienie, wskazują, gdzie niegdyś były bystrza. Teraz pomiędzy nimi ledwie przepływa woda, co nieraz zmusza do wyjścia z kajaka, gdy ten utknie na mieliźnie.
Jedynym śladem cywilizacji, jest betonowy most na leśnej drodze. Bardzo czysta woda i brak śmieci wskazują, że ludzie zapuszczają się tu bardzo rzadko.
Natrafiamy w pewnym momencie na rozlewisko. Jeszcze zielone drzewa rosną w wodzie. Jest to ślad działalności bobrów, gdyż chwilę później spływamy przez tamę z gałęzi przez nie zbudowaną.
Z każdym kilometrem wody w rzece przybywa, spływają do niej pomniejsze strumyki. Pojawiają się bystrza. Walczymy ze zwałkami. Niektóre drzewa można łatwo przeskoczyć rozpędzonym kajakiem, pod innymi przeciskamy się z trudem.
Wyraźne rozszerzenie i wypłycenie koryta to znak, że zbliżamy się do połączenia Słupi z Kamienicą. Płyniemy kawałek pod prąd rwącej Kamienicy by dotrzeć do miejsca gdzie łatwo dojechać samochodem.
14 lipca 2007 roku pokonaliśmy koryto Starej Słupi. Od tej chwili możemy mówić, że przepłynęliśmy cały szlak rzeki Słupi: od źródeł do samego jej ujścia w Ustce.
wróć
EN